Catering
— Schowajcie broń, panowie! Przybywam jako przyjaciel z ukłonem od Grubego Jemmy’ego
catering od Hobble-Franka.
Długi Davy opuścił strzelbę, pozostali dwaj poszli za jego przykładem.
— Ukłony od nich? — zapytał. — A więc się spotkaliście?
— Tak, oczywiście, na dole, nad brzegiem Rdzawego Jeziora, dokąd tropili ślad słonia.
— Prawda! Czy zbadali tę tajemnicę?
— Owszem.
Jak zjedli - idą jeden i drugi dzień, i nadal jedzą z woreczka tego młodszego. Jak już zjedli, uszli już parę mil drogi, siadają, i ten starszy dobywa ze swego woreczka i je, a temu młodszemu nic nie daje. Nic z początku nie mówi, tylko sobie myśli: "co to dalej będzie?" Ku wieczorowi znowu odpoczywają sobie i starszy sam je, a młodszemu nie daje. A młodszy nadal nic nie mówi, ale czeka cierpliwie.
Nie będzie siedział dumny i wyprostowany na swym walecznym rumaku, obwieszony skalpami wrogów, ale będzie leżał w piasku, poszarpany dziobami śmierdzących sępów...
Wypowiedział to powoli i monotonnie z twarzą nieruchomą, a jednak z każdego słowa bił ból graniczący z beznadziejną rozpaczą. Było to w zgodzie z jego poglądami. Zostać porwanym z własnego namiotu, spośród otoczenia zbrojnych wojowników — to dla wodza straszliwa hańba!
Old Shatterhand odczuł litość, ale nie zdradził się z tym, gdyż byłoby to obrazą dla jeńca i pogłębiłoby jego mękę.
— Oihtka-Petay — rzekł Old Shatterhand — zasłużył na taki los, ale może pozostać przy życiu, chociaż jest moim jeńcem.
ventrilo Lekarka asfaltowa jasno pisze dobre harmonogramy.